Maksymilian Maria Kolbe

Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten żywy, bystry i nieco łobuzowaty chłopiec stanie się jednym z największych męczenników XX wieku.

Maksymilian Maria Kolbe

Historia ta zaczyna się w mroźną noc 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli. W małym, ubogim domu tkaczy przy ulicy Browarnej na świat przychodzi drugi syn Juliusza i Marianny. Na chrzcie otrzymuje imię Rajmund. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten żywy, bystry i nieco łobuzowaty chłopiec stanie się jednym z największych męczenników XX wieku.

Kluczowy moment, który zdefiniował całe jego życie, wydarzył się jeszcze w dzieciństwie. Mały Rajmund, zmartwiony swoim zachowaniem i troską matki („Co to z ciebie będzie, chłopcze?”), udał się do kościoła w Pabianicach. Tam, przed ołtarzem, ukazała mu się Matka Boża.

W dłoniach trzymała dwie korony: białą i czerwoną.

„Z miłością na mnie patrzała i spytała, czy chcę te korony. Biała znaczy, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę... Wówczas Matka Boża mile na mnie spoglądnęła i znikła.”

Rajmund wybrał obie. Od tej chwili jego życie stało się realizacją tej niezwykłej obietnicy.

Jako młody franciszkanin przyjął imię Maksymilian. Był człowiekiem o umyśle inżyniera i sercu mistyka. Interesował się fizyką, projektował „Eteroplan” (pojazd kosmiczny), ale swoje talenty postanowił oddać na służbę Niepokalanej.

Jego wizja była ogromna. W czasach, gdy nie było Internetu, Maksymilian zrozumiał potęgę mediów.

  • Założył Rycerstwo Niepokalanej.
  • Zbudował od zera Niepokalanów – klasztor-miasto, który wkrótce stał się największym klasztorem na świecie (762 zakonników w 1939 r.).
  • Wydawał „Rycerza Niepokalanej” w nakładzie miliona egzemplarzy.
  • Stworzył Radio Niepokalanów i planował budowę telewizji oraz lotniska.

Jego zapał zaprowadził go aż do Japonii. W Nagasaki, wbrew radom innych, zbudował klasztor na „niewłaściwym” zboczu góry. Ta decyzja okazała się opatrznościowa – gdy w 1945 roku na miasto spadła bomba atomowa, zbocze góry osłoniło budynek przed falą uderzeniową, ocalając braci.

Maksymiliana Maria Kolbe koloryzacja : Mikołaj Kaczmarek KOLOR Historii 

Wybuch II wojny światowej przyniósł realizację drugiej części proroctwa – czerwonej korony męczeństwa. Aresztowany przez Niemców, najpierw trafił na Pawiak, a 28 maja 1941 roku przewieziono go do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Stał się numerem 16670.

W piekle na ziemi, gdzie panował głód, ból i nienawiść, o. Maksymilian niósł nadzieję. Dzielił się głodowymi racjami chleba, spowiadał, pocieszał. Jednak największa próba nadeszła pod koniec lipca 1941 roku.

Podczas karnego apelu po ucieczce jednego z więźniów, kierownik obozu Karl Fritzsch wytypował dziesięciu mężczyzn na śmierć głodową. Wśród nich znalazł się Franciszek Gajowniczek, który w rozpaczy krzyknął: „Ach, jak żal mi żony i dzieci, które osierocam!”.

Wtedy z szeregu wystąpił on – wyniszczony, w pasiastym ubraniu, ale pełen godności.

– „Czego chce ta polska świnia?” – zapytał Fritzsch.
– „Chcę umrzeć za niego” – odpowiedział spokojnie Maksymilian, wskazując na Gajowniczka. – „Jestem polskim księdzem katolickim.”

Zapanowała cisza, która zdawała się trwać wieki. Oprawca, zaskoczony taką postawą, zgodził się.

Ojciec Kolbe trafił do bloku śmierci (nr 11). Tam stał się cud. Piwnica, z której zwykle dochodziły przekleństwa i krzyki rozpaczy, zamieniła się w kaplicę. Więźniowie pod przewodnictwem Maksymiliana modlili się i śpiewali pieśni. Zakonnik do końca podtrzymywał ich na duchu.

Umierał jako ostatni. 14 sierpnia 1941 roku, dobity zastrzykiem z fenolu, odszedł do Pana. Świadek, Bruno Borgowiec, wspominał, że o. Maksymilian siedział oparty o ścianę, z oczami otwartymi i twarzą promieniującą spokojem.

Jego ciało spłonęło w krematorium, ale jego czyn stał się nieśmiertelny. Franciszek Gajowniczek przeżył wojnę i dożył sędziwego wieku, dając świadectwo o kapłanie, który oddał za niego życie.

W 1982 roku Jan Paweł II ogłosił Maksymiliana świętym męczennikiem, nazywając go „Patronem naszych trudnych czasów”. Święty Maksymilian Maria Kolbe udowodnił, że nawet w najciemniejszym miejscu na ziemi, miłość jest potężniejsza niż śmierć.

Ostatnio życie i męczeństwo świętego Maksymiliana przypomniał piękny i bardzo wzruszający film "Triumf serca", w którym w Ojca Kolbe wcielił się niezwykle przekonywująco Marcin Kwaśny.

Dziś w Zduńskiej Woli, w domu, w którym urodził się i wychowywał przyszły święty jest muzeum.